Dzień 7

Od rana mnóstwo biegania, obowiązków i spraw. Pomiędzy jednym, a drugim udaje mi się zjeść śniadanie. W ciągu dnia nie czuję głodu. Obiad jem z godzinnym opóźnieniem pożerając go prawie z talerzem. W trakcie jedzenia uświadamiam sobie jak bardzo jestem głodna.

Pan Cyk znowu nie pomaga. Na kolację kupuje kebaba, choć w jego oczach widzę znaki zapytania czy nie będzie mi to przeszkadzało. Nie widzę powodu dla którego miałby sobie odmawiać jedzenia przeze mnie. W końcu sama chciałam tej zmiany.

Po namyśle stwierdzam, że ja też chcę kebaba. Co tam nazwa. Zamawiam na wynos malutkie pudełko z ryżem. W końcu składniki potrawy są w moim menu.

Po wypiciu jęczmienia odczekuję zalecony czas karmiąc i wyprowadzając psa.

Zasiadam do jedzenia i stwierdzam, że każdy kęs powoduje, że jestem coraz bardziej głodna. W którymś momencie do mózgu dociera informacja, że jednak nie jestem już głodna. Alleluja! Zjadam połowę, resztą dzielę się z Ukochanym. Po godzinie stwierdzam, że zjadłam za dużo. Źle się czuję. Nie mogę spać. W brzuchu mi bulgocze.

Podsumowanie: Nie najadać się na noc. Jeść o wyznaczonych porach. Kebab nie służy. Nie dokarmiać Ukochanego, bo jęczy ze mną.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *