Dzień 37

Zimno, pada, paskudnie się za oknem działo. Nie lubię takiej pogody. Nic mi się wtedy nie chce. Kończyny bolą, ciało dostaje wariacji. Oby jak najmniej takich dni.
Dziś poczyniłam wielkie postępy nad pracą w domu, jednak to nie jest coś co tygryski lubią najbardziej. Dlatego, aby mieć jakąś przyjemność z tego dnia zajęłam się gotowaniem.
Sama nie zjem nawet ¼ tego co narobiłam, ale mój Ukochany na pewno mnie nie zawiedzie. Bądź co bądź chudy jak Gandhi, więc mu nie zaszkodzi. Czasami, aż mu zazdroszczę. Je dużo. Właściwie ile chce, kiedy chce i jeszcze schudnie.
Zanotować: łatwiej ubrać niż nakarmić 😉

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *