Dzień 35

Piękna pogoda, ciepełko, „malyna”. Żal siedzieć w domu. Wszystkie obowiązkowe sprawy załatwiłam, a resztę pospychałam na mniej atrakcyjne pogodowo dni. Cieszę się, że jest wiosna. Momentami nawet już czuję lato!

Ale, ale… spieszę Wam donieść, że cały dzień poza domem/biurem też robi swoje. Z tego powodu omijam regularne przyjmowanie jęczmienia przed posiłkami. O ile jedzenie jestem w stanie sobie zorganizować o tyle jak włączy się rano skleroza to ni kuta jęczmienia potem nie wytrzasnę. Poza tym praca nad DIY w garażu pozbawia mnie poczucia czasu, co finalnie kończy się przesunięciem posiłków. I choćbym spuchła z wysiłku to po dwudziestej nie oszukam żołądka szklanką wody. Oczywiście dodatkowo Pan Cyk znowu nie pomaga. W końcu jest facetem, a jak facet jest głodny to obiera azymut na jedzenie i poza tym nic więcej do niego nie trafia. Wiecie, takie Zombie z obłędem w oczach chodzące pomiędzy szafkami, a lodówką. Może nie krzyczy „JEŚĆ!”, ale pośpiech i trzaski drzwiczek mówią same za siebie. Nawet moje argumenty nie docierają, że jego „nocne” podjadanie mi nie pomaga. W odpowiedzi często słyszę: „Ja się nie odchudzam!”. No i kaplica. Awanti gotowe. Furia, wścieklizna, biała gorączka. „Ja też się nie odchudzam! Nie jem tylko kilku produktów, nie piję alkoholu i jem o przyzwoitych godzinach.” – odwrzaskuję nie wiedzieć dlaczego z takim przejęciem jakby od tego zależała reszta mojego życia.
Muszę przyznać, że jakkolwiek to nazwać: odchudzanie, dieta, nowy tryb życia, to gołym okiem widać, że moje nawyki żywieniowe zakradły się także do JEGO życia. Od miesiąca nie kupujemy normalnego pieczywa, tylko chrupkie.
Początkowo oczywiście chleb i inne piekarnicze produkty musiały być, ale, że zsychały się praktycznie w ciągu dwóch dni od zakupu (co nie jest dziwne, tylko Mój Męcizna nie był w stanie tego zjeść 😉 ), to Pan Cyk zaczął buszować po szafkach w poszukiwaniu nowości, które zresztą znajdował. Pasza (płatki śniadaniowe), czy już wspomniane przeze mnie chrupkie pieczywo, sałatki, chude obiady etc.
Z myślą o swoim Wyzwaniu zadbałam o to, aby słodyczy w domu nie było, cukier zastąpiłam ksylitolem (cukier z brzozy). Nowości przyciągają każdego. Na początku próbuje się z nieśmiałością, z czasem wchodzi w nawyk, a na końcu siedzi się w tym po uszy.

Po miesiącu mój Kochany stwierdził, że lepiej się czuje i w sumie to cukru i słodyczy nie potrzebuje. I co można? Można!
Na dowód „powiem” Wam, że on oczywiście ze słodyczy świadomie nie rezygnował, ale jak wiecie mieliśmy jedne urodziny, potem drugie i po jednym kawałku tortu słodyczy miał dosyć.

PS Do niedawna podczas urodzin zjadał dwa kawałki tortu i próbował jakieś ciasto.
PS 2 Efekty są! Chłop oberwał rykoszetem 😀

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *