Dzień 33

Niedawno byłam w odwiedzinach u swoich rodziców. Mówią, że efekty są.
No na pewno są, bo czuję po ciuchach i po braku zmęczenia gdy już się wdrapię na nieszczęsne trzecie piętro bloku w którym mieszkam.
Na początku klęłam w żywy kamień, że nie ma tu windy, zwłaszcza kiedy trzeba było wtargać stoły, krzesła, biurka i inne duperele. Teraz jednak jestem wdzięczna losowi za apartament „pod chmurami” (mamy sypialnię z veluksami), bo sadełko kilka razy dziennie musi odbyć wycieczkę góra – dół, a to już jakaś gimnastyka i przerywnik od komputera.
Czuję się lżejsza. Część rzeczy, które do tej pory sprawiały mi niejaką trudność teraz wykonuje dużo sprawniej. Łatwiej mi robić przysiady, długie spacery, 1,5 km to pryszcz.
Zauważyłam, że napoje gazowane powodują duży dyskomfort brzucha. Po nich czuję się ociężała i „nadmuchana”. Ostatnio przez pomyłkę kupiłam wodę gazowaną. Nie byłam w stanie jej wypić. Już po kilku łykach czułam się jakby mi ktoś podłączył rurkę z CO2. Okropność 🙁

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *