Dzień 27

Urodziny przyszłego teścia. O ile cały dzień współpracowałam ze sobą i na imprezę poszłam dziarskim krokiem aczkolwiek głodna. Po co się będę najadać w domu skoro na pewno znajdę coś co będę mogła zjeść. W końcu wykluczyłam tylko niektóre produkty. No głodzić się nie będę. O ile rzeczywiście miałam co zjeść o tyle lekko mówiąc przesadziłam z ilością pomimo powstrzymania się od pochłonięcia słodyczy i alkoholu. Możecie mi wierzyć jak bardzo pożałowałam, że nie jem słodyczy i nie pije alkoholu. Przepyszny tort śmietanowy (nie próbowałam, ale jak śmietanowy to musi być pyszny 😉 ) i nalewka pigwowa (nikt nie robi lepszej od mojej przyszłej teściowej). Nadrobiłam innymi specyfikami. Pewnie trochę z żalu i niezrozumienia współtowarzyszy imprezy, którzy bawili się lepiej ode mnie ze względu na zawartość procentów w napojach.

Przyznam się bez bicia, że ze względu na ostatnie dolegliwości żołądkowe i przygodę z płatkami, pozwoliłam sobie na drobne odstępstwo. Tego wieczoru wypiłam trzy szklanki coli. Bardzo tego pożałowałam już kilka godzin później. Brzuch miałam spuchnięty jak balon. Jedynym plusem picia tego napoju było to, że rzeczywiście dolegliwości żołądkowe całkiem ustały. Kolejna cenna lekcja. Nie pić napojów gazowanych!

Poza tym uważam się za wielkiego twardziela, że mając przed nosem tyle słodkich alkoholi (krem toffi, krem waniliowy, nalewka z pigwy, wiśniówka, kolorowe drinki, wino, miody pitne – wszystko mogło by być potraktowane jako słodycze) i różne, różniaste rodzaje ciast (w tym ten kuszący tort) mogę być z siebie megadumna. I jestem! 🙂

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *