Takie postanowienie chcę zrealizować w pierwszym kwartale 2017 roku.
Wszystko zaczęło się już w połowie zimy kiedy odkryłam, że co noc małe zwinne istotki zwane potocznie kaloriami pieczołowicie pracują w mojej szafie i zwężają mi ubrania 😉
Czarę goryczy przelał dzień w którym wybierałam się na urodziny przyszłej teściowej. Strój miałam obmyślony, więc nie martwiłam się, że nie zdążę się przebrać. Byłam spokojna, że ze wszystkim zdążę, dlatego mogłam sobie pozwolić na walkę w kuchni do ostatnich minut. Wraz z koleżanką bez reszty poświęciłyśmy się przygotowując tort dla mamy mojego lubego. Po ferworze w kuchni pobiegłam doprowadzić się do kultury i… zamarłam. Przygotowane ubranie nie odpowiadało mi. Już nie pamiętam z jakiego powodu. Czy to było zmęczenie, że wybrana garderoba nagle wydała mi się nie stosowna, za gruba czy nijaka (czyt. źle to wyglądało). Jedno było pewne, w tym nie pójdę! Szybkie szacher macher w poszukiwaniu „nieśmiertelnych” i pasujących na większość okazji spodnium nabytych na jednym z wyjazdów. Mimo, że jeansowe to dodatki zawsze pomagają dostosować to cudeńko do okazji. I co? Lipa! Niby się zmieściłam, ale czułam jak bardzo opinają się na ciele i w tym momencie cudo przegrało.
Przecież nie pójdę przebrana za słonia w jeansach! Popłoch! Przewróciłam całą szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego i w końcu znalazłam.

Jednak ten wieczór uświadomił mi, że żadne wymówki nie pomogą mi wbić się w ulubione ciuchy i powabnie zakręcić pupą przed nosem ukochanego. Czas coś ze sobą zrobić!
Kilka dni zastanawiałam się co i jak zrobić? Wciąż za zimno na rower i inne wrotki (tak, tak wymówki, jednak mam powody – zatoki 🙁 ), ale przecież warto zacząć od razu. I tak zrodził się pomysł wykluczenia tych produktów, które najbardziej szkodzą mojemu ciału.

Nie bez powodu wybrałam „46 dni”. Moja dieta… Twu! Nowy styl życia rozpoczęłam w środę popielcową. Dokładnie w pierwszym dniu Wielkiego Postu. Po tym czasie przyjdą Święta Wielkanocne i myślę, że nawet najbardziej wytrwały pasjonat zdrowego żywienia skusi się na kawałek sernika czy mazurka. Ja na pewno! Oby w mniejszej ilości niż to bywało do tej pory 😛
Tak czy inaczej Święta będą oznaczały koniec mojej próby. Chyba, że pewne rzeczy wejdą mi w nawyk co będzie dużym osiągnięciem.

Dlaczego wykluczyłam akurat te produkty?

Alhohol – puste i zbędne kalorie są mi niepotrzebne. A to właśnie alkohol dostarcza ich bardzo dużo, a nie wnosi nic pożytecznego do naszego organizmu. Choć jest Post i niby nie urządza się hucznych zabaw, ale wiadomo okazji zawsze jest pod dostatkiem. A to ukochany wieczorem usiądzie z piwkiem (ilość smaków jaka jest na rynku zachwyciła mnie w zeszłym roku, a w dodatku okazało się, że piwo, może cudownie smakować i nie jest gorzkie), koleżanka dostała awans, a to nowe mieszkanie, urodziny przyjaciela, imieniny rodziców. Oczywiście! Są to ważne wydarzenia, ale myślę, że można je świętować także w inny sposób, a bliscy z pewnością wykażą zrozumienie wiedząc z czym się zmagam. Móc = chcieć!

Chleb – podstawa większości posiłków Polaków. Już w dzieciństwie mówiono mi „z chlebkiem!”. Ale właściwie to dlaczego? Bo co? Bo za dużo zjem wędliny, warzyw? A mama zawsze mówiła: „Jak zjesz mięso i warzywa…”. No to w końcu o co chodzi? Mam jeść te warzywa i mięso czy nie? (Zagadka nie rozwiązana do dziś 😉 ) no więc moim zdaniem prawda jest taka, że chleb to zapychacz i „rozpychacz”. Można się nim szybko najeść, ale też w bardzo szybki i łatwy sposób rozepchnąć niepotrzebnie żołądek, który za jakiś czas upomni się o więcej pożywienia.

Słodycze – to chyba najtrudniejsza część. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Jednak rozsądek podpowiada, że cukier, tłuszcz i wszystko co rujnuje organizm jest właśnie tutaj. Do tego działu oprócz słodkości zaliczam słone przekąski takie jak chipsy, chrupki, orzeszki w miodzie, chipsach i innych wynalazkach, a także gazowane i słodkie napoje.
Wszystko co napisałam niby jest oczywiste, ale tak naprawdę staramy się odpychać od siebie myśli z tym związane. Mam nadzieję, że podołam. Z resztą poczyniłam już pewne przygotowania. Słodycze z domu zniknęły. Alkoholu nie ma. Chleba tyle co dla Pana Cyka (tak czule nazywam swojego oblubieńca z racji wykonywanego przez nas zawodu 😉 ). Kupiłam płatki śniadaniowe, nabiał, nasiona Chia i zielony jęczmień, które ponoć mają pomóc.
Nasiona Chia są swego rodzaju „zapychaczem”, ale zdrowym i nie rozciągającym żołądka. Mają dużo właściwości pozytywnie wpływających na zdrowie, samopoczucie i zwiększają uczucie sytości. Można je spożywać w postaci koktaili witaminowych, dodawać do płatków śniadaniowych, sałatek i surówek.
Zielony jęczmień pity codziennie zwiększa utlenianie kwasów tłuszczowych w organizmie, oczyszcza z toksyn, uzupełnia składniki mineralne, neutralizuje wolne rodniki i substancje kancerogenne, dodaje sił witalnych, zmniejsza zmęczenie, pobudza do aktywnego działania, jest źródłem niezbędnych aminokwasów. Ponad to jest źródłem witamin z grupy B, antyoksydantów (witaminy C i E, beta-karotenu), żelaza, wapnia, magnezu i cynku. Oprócz tego zielone łodygi jęczmienia zawierają naturalne hormony i chlorofil. W porównaniu z innymi roślinami zielony jęczmień jest bogaty w niezbędne aminokwasy, a więc te, których nasz organizm nie potrafi sam wyprodukować.
Krótko mówiąc pozytywnie wpływa na zdrowie i hamuje żarłoczność, i tego się trzymajmy.
Czy jestem gotowa? Nie wiem. Jak zawsze wyjdzie w praniu.

Wyzwanie ma na celu poczucie się bardziej sprawnym, aktywnym, lżejszym i lepiej poczuć się we własnym ciele. Nie ważę się, ani na początku, w trakcie, ani na koniec wyzwania. Moim wyznacznikiem jest wchodzenie po schodach, odzież, lepsze samopoczucie, lepsza sprawność ruchowa.
Wyzwanie ma również na celu zbadanie czy wykluczenie niektórych produktów z jadłospisu wpływa na powyższe czynniki i jest przyczyną wzrostu/utraty masy ciała.

Dla lepszego samopoczucia i wsparcia postanowiłam prowadzić dziennik z osobistego zadania: „46 dni…”
Jeśli ktoś z Was ma ochotę dołączyć zapraszam. Na pewno będzie mi raźniej. Dziennik pozwoli też w każdym momencie wrócić do konkretnych etapów, aby oceniać, planować, zmniejszać/zwiększać porcje, lepiej dobrać składniki czy planować dzień nie tylko pod względem jedzenia, ale też innych zajęć.