Dzień 19

Ostatnio jestem na etapie poszukiwań nowych smaków. Staram się urozmaicać sałatki i obiady. W tym celu wyszukuję nowych ziół, dodatków, ziaren, a nawet kwiatów. Wygląda to wszystko tak jakbym wpadła w manię zdrowego odżywiania. Sporo czytam na temat zastosowania ziół, poprawy jakości smaku i ich walorów zdrowotnych. Muszę Wam wyznać, że jestem zdumiona.

W czeluściach internetów doszukałam się, że lawenda najlepiej łączy się z truskawką. Z własnego doświadczenia dodam, że ta uprawiana w Polsce nie umywa się do tej zebranej na polach Prowansji. Jeśli jeszcze nie próbowałaś koniecznie wypróbuj połączenie tych dwóch smaków. Moim zdaniem warto 🙂

Dzień 18

Wieje i zimno i niczego się nie chce. Okres przejściowy do wiosny jest okropny. Nie wiem czy tylko ja mam takie odczucia, ale ta „przejściówka” jest chyba najgorsza w całym roku. Ma się wrażenie, że już zaraz będzie ciepło, ale nie może nadejść. W takim okresie bardzo chętnie sięgam po herbatę z cytryną, limonką, imbirem lub miętą. Wszystkie składniki można dowolnie mieszać według własnego smaku.

Dzień 17

Dzisiaj dokonałam odkrycia. Z pewnością nie jest to nowość i na pewno dużo osób o tym wie, ale mój organizm pokazał mi dzisiaj, że śmiało mogę zastępować słodycze owocami.

Dzisiaj miałam okropną ochotę spałaszowania czegoś słodkiego. Na szczęście nie miałam niczego takiego w domu, więc zjadłam dwie pomarańcze i pomogło.

Plusy: dostarczenie witamin i oszukanie mózgu, że dostał to co chciał.

Dzień 16

Organizm dostosował się do obecnie panujących norm. Domaga się jedzenia o przyzwoitych porach, bo zazwyczaj 9-10, 13-15, 18-20.

Wiem, że godzina dwudziesta nie jest mile widziana, ale tak się złożyło, że jestem osobą, która ma nienormowany czas pracy i często jest tak, że pracuję przed komputerem rano, w ciągu dnia fizycznie, a potem jeszcze siadam do komputera i pracuję do późnych godzin wieczornych.

Myślę, że organizm sam wypracował sobie jako takie godziny w których potrzebuje się posilić. Dużym postępem i osiągnięciem jest nie jadanie w późniejszych godzinach.

Dzień 15

Już ponad dwa tygodnie nie jem chleba, słodyczy i nie piję alkoholu. Na razie się trzymam i to całkiem nieźle. Zastanawiam się jednak jak to będzie podczas imprez. Nie znowu jakichś hucznych, ale tak się składa, że w najbliższym czasie szykują się aż dwie: urodziny mojego taty i przyszłego teścia. No jak babcię kocham nie mam ochoty tłumaczyć się dlaczego wykluczyłam pewne produkty, po co i w jakim celu.

Z alkoholu jeszcze wybrnę, bo jest post i o to raczej nikt mnie nie będzie pytał, chleba pewnie nie będzie, ale jak powiedzieć jubilatowi, że nie zjem tortu w jego okrągłe urodziny, bo się pozbawiłam na jakiś czas przyjemności. Wiem śmieszne, ale z drugiej strony nie lubię i nie chcę być przepytywana na tę okoliczność przy wszystkich zebranych. Podzielcie się radami.

Dzień 14

Mój stan zadowolenia utrzymuje się. Nadal piję zielony jęczmień i szamię zieleninę. W sumie wydaje mi się, że taki stan rzeczy mogłabym utrzymać już na zawsze, choć muszę przyznać, że robienie zakupów bywa uciążliwe. Już na samym wejściu czekają pokusy w postaci pysznych, ciepłych i cudownie pachnących crossantów. Mijam je szybko lecąc na dział warzywny i tam buszuję w skrzynkach pełnych dobroci dla mnie.

Muszę się z Wami podzielić, że Pan Cyk trochę zaczął mnie wspierać. Nie je pieczywa tak jak ja twierdząc, że bez sensowne jest kupowanie chleba kiedy zjada się jedną kromkę, a reszta ląduje w koszu. Fakt, podzielam jego zdanie. Doszło do tego, że teraz oboje jemy chrupkie pieczywo. Podwójna korzyść. Nadal trwam w postanowieniu, a pieczywo może długo leżeć i się go nie wyrzuca.

Dzień 13

Ostatnie dni dały mi się we znaki. Moje samopoczucie pozostawia wiele do życzenia. Wciąż czuję się śpiąca i zmęczona. Myślę, że przyczyną może być zbliżająca się wiosna. Zmiana temperatury, słońce, więcej ruchu. Oczywiście cieszę się z aktywności, bo po zimie można rozruszać kości i poczuć się jeszcze lżej.
W ostatnim czasie, naoglądałam się w mediach społecznościowych tyle zdjęć z witaminowymi koktailami w roli głównej, że sama postanowiłam spróbować.
Zaczęłam od tego co mam w domu. Starłam gruszkę i jabłko na tarce, dodałam spęczniałych ziaren Chia, sok z połowy limonki i trzech mandarynek. Wszystko dodatkowo potraktowałam blenderem i muszę Wam powiedzieć, że nie mam pojęcia czy to w ogóle pomaga, ale przynajmniej było pyszne 🙂

Dzień 12

Coraz mocniej czuć wiosnę. Choć temperatura jeszcze nie do końca osiągnęła pożądaną temperaturę (przynajmniej dla mnie) próbuję ją obudzić warzywnymi sałatkami z suszonymi pomidorami, ziarnami słonecznika i Chia.
Te ostatnie przez jednych nazywane zapychaczem, przeze mnie wspomagaczem. Pomagają w zaspokojeniu głodu wypełniając żołądek. Idealne jako dodatek do płatków owsianych, sałatek i surówek.

Dzień 11

Sobota zwykle upływa mi na przyziemnych sprawach jak pranie, sprzątanie, gotowanie dlatego też nie odczuwam specjalnie głodu. Nie mam też zachcianek na słodycze. Może to za sprawą małej ilości czasu na rozmyślania. Jedno jest pewne soboty mi służą. Pomimo, że Pan Cyk nadal wlewa w siebie butelki smakowitego piwa, są dni, że mnie to nie rusza, a są takie, że topie swój żal w kawie, którą uwielbiam.

Dzień 10

Organizm nadal się oczyszcza. Dzisiaj czułam się wspaniale. Nie czułam ciężkości w łydkach, która utrzymywała mi się od kilku dni.

Tadam! Brzuch zrobił się bardziej płaski. Tańczę, śpiewam, podskakuje.

No nie jak deska, ale jestem coraz bliżej 😉 I coraz przyjaźniej na siebie paczę 😀